Autorportrety bliskie śmierci

„Mówią, że trudno jest poznać siebie, ale i namalować siebie niełatwo – i jestem skłonny w to wierzyć” – pisał Vincent van Gogh w liście do brata tuż przed śmiercią. Samopoznanie poprzez tworzenie autoportretów było wieloletnim celem działalności artysty. Bogaty dorobek van Gogha obejmuje ponad 30 obrazów z własną podobizną, które oglądane w chronologicznej kolejności stanowią kolejne rozdziały jego wizualnej autobiografii.

Nie był w tym zresztą odosobniony: autoportrety powstałe u schyłku życia stanowiły często najbardziej szczere, autentyczne wizerunki ich autorów. Poniżej przedstawiamy kilka z nich.

REMBRANDT VAN RIJN, AUTOPORTRET W WIEKU 63 LAT (1669)

Czołowy artysta holenderskiego Złotego Wieku malował liczne autoportrety, odzwierciedlające proces jego emocjonalnego i twórczego dojrzewania. Pierwsze ważne dzieło z tego gatunku, Śmiejący się Rembrandt (1628), zostało namalowane krótkimi pociągnięciami pędzla, przy użyciu zgaszonych barw. Autoportret w wieku 63 lat i inne prace z tego okresu świadczą nie tylko o dokonanym postępie technicznym Rembrandta, ale i o zmianach w sposobie postrzegania własnej osoby, spowodowanych upływającym czasem. 63-letni Rembrandt nie śmieje się, lecz spogląda posępnie na widzów, a całe płótno jest jakby wyblakłe; postać na obrazie wydaje się być spowita mgłą.

FRIDA KAHLO, STRZASKANA KOLUMNA (1944)

Młoda Frida Kahlo cudem uniknęła śmierci po nieszczęśliwym potrąceniu przez trolejbus. Metalowa poręcz wystająca z pojazdu przebiła jej brzuch; artystka miała także uszkodzony kręgosłup. Bolesne konsekwencje wypadku towarzyszyły jej odtąd do końca życia, a cierpienie na stałe wpisało się w jej tożsamość i samoświadomość, co można zobaczyć także w jej pamiętnikach.

Autoportret był jednym z ulubionych tematów Fridy – jak mówiła, „jestem tak często sama – jestem osobą, którą znam najlepiej„. Artystka przeszła liczne operacje kręgosłupa, a wiele czasu spędzała unieruchomiona w łóżku. Motyw wypadku obecny jest także w Strzaskanej kolumnie: centralnym elementem obrazu jest długi, metalowy pręt wspierający korpus artystki. Tytułowa kolumna stanowi jedyny łącznik jej rozerwanego na pół tułowia. Cierpienie bohaterki obrazu wybrzmiewa także we łzach spływających po jej twarzy i wbitych w ciało gwoździach. Mimo to Frida stoi wyprostowana, w dumnej pozie, zuchwale patrząc przed siebie.

PABLO PICASSO, AUTOPORTRET (1972)

Picasso malował niemal do ostatnich godzin przed śmiercią, a dzieła stworzone w ostatnich latach życia – w tym autoportret Facing Death z 1972 roku – stanowią bardzo ważną część jego artystycznego dorobku. Przyjaciel artysty Pierre Daix wspominał proces twórczy w następujących słowach: „[Picasso] trzymał rysunek za głową, aby pokazać, że lękliwy wyraz twarzy na nim jest efektem pomysłowości„. Przy następnej wizycie w studiu Daix zauważył, że kontury nakreślonego ołówkiem rysunku zostały dodatkowo pogrubione. – „Nie mrugał (…) przez chwilę miałem wrażenie, że patrzy w oczy własnej śmierci. Jak prawdziwy Hiszpan„. Ostateczna wersja rysunku emanuje niepokojem, a szeroko otwarte oczy artysty godzącego się z perspektywą bliskiej śmierci przenikają widza na wskroś.

Zobacz także: JAK ZMIENIAŁY SIĘ AUTOPORTRETY PICASSA NA PRZESTRZENI LAT

FRANCISCO GOYA, AUTOPORTRET Z DOKTOREM ARRIETĄ (1820)

Obraz znany także pod tytułem Francisco Jose de Goya y Lucientes należy do najpóźniejszych z bogatego zbioru autoportretów Goyi. W roku poprzedzającym jego powstanie artysta borykał się z licznymi kłopotami zdrowotnymi: zanikiem słuchu, zawrotami głowy, majaczeniem i szeregiem innych dolegliwości. Doktor Arrieta – specjalista od leczenia dżumy, która regularnie nawiedzała wówczas Hiszpanię – pomógł Goyi przezwyciężyć chorobę. Wdzięczny artysta namalował auroportret… w podziękowaniu dla lekarza.

Na płótnie widzimy osłabionego Goyę podtrzymywanego przez doktora Arrietę, kurczowo ściskającego w dłoniach brzeg kołdry. Choć obserwatorzy wokół nich toną w mroku, postacie głównej dwójki oblane są światłem. Całość została opatrzona inskrypcją: „Goya, w podziękowaniu dla swojego przyjaciela Arriety: za współczucie i troskę, z jakimi uratował mu życie podczas ostrej i niebezpiecznej choroby, której doznał pod koniec 1819 roku w siedemdziesiątym trzecim roku życia”.

EDVARD MUNCH, AUTOPORTRET MIĘDZY ZEGAREM A ŁÓŻKIEM (ok. 1940-1943 r.)

Życie norweskiego artysty było trwale naznaczone chorobą i stanami lękowymi, które sam określał jako „niezbędne mu do życia”. Bez cierpienia czuł się niczym „statek bez steru”, postrzegał je jako integralną część swojej sztuki i siebie samego. Awangardowe dzieła malarskie poruszające tematy cierpienia i izolacji – ze słynnym Krzykiem na czele – przyniosły mu zresztą popularność i sławę już na wczesnym etapie aktywności twórczej.

Z biegiem czasu postępujące zaburzenia psychiczne doprowadziły Muncha do całkowitego wycofania się z życia społecznego. Ostatnie 27 lat życia spędził samotnie w domu pod Oslo, nieustannie pracując; tysiące wykonanych wówczas dzieł odkryto dopiero po jego śmierci w 1944 r. Prezentowany autoportret jest jednym z nich. Wyprostowany niczym struna Munch stoi między zegarem a łóżkiem; niewidzące ciemne oczy kontrastują z jasnymi barwami sprzętów symbolizujących doczesność bohatera. Otwarte drzwi otoczone obrazami umieszczone na drugim planie zapowiadają proces przejścia w zaświaty.

PIERRE BONNARD, AUTOPORTRET W LUSTRZE (1930)

Naczelny przedstawiciel kolorystów do końca życia pozostał wierny jasnym, intensywnym barwom. Łagodna kolorystyka nie kolidowała jednak z rozważaniami na temat śmierci. Wczesne autoportrety artysty diametralnie różnią się od tych stworzonych u schyłku życia. Młody Bonnard chętnie malował się w pełnym oświetleniu, stojąc w kontrapoście lub na baczność, z twarzą śmiało zwróconą do przodu. Wymowa Autoportretu w lustrze jest zupełnie inna: wychudzoną postać artysty spowija cień. Postać patrzy niewidzącym wzrokiem – w miejscu źrenic znajdują się podwójne czarne otwory. W tylnym lustrze widać rękę ustawioną tak, jakby ktoś z zewnątrz próbował przerwać Bonnardowi pracę nad obrazem.

LUCIAN FREUD, AUTOPORTRET (2002)

Brytyjski malarz i rysownik nigdy nie brał pod uwagę przejścia na artystyczną emeryturę. Jak twierdził, „Chcę zatracić się w malowaniu na śmierć/zamalować się na śmierć”. Można powiedzieć, że jego życzenie się spełniło – jeszcze w tygodniu swojej śmierci w 2011 r. wciąż był aktywny twórczo. Domeną Freuda była sztuka figuratywna; w ostatnich latach życia regularnie powracał do autoportretu jako głównego tematu twórczości, studiując wpływ czasu na wygląd ciała – motyw ten obecny jest m.in. w jednym z najsłynniejszych dzieł artysty, naturalnej wielkości akcie Painter Working (1993).

Autoportret z 2002 roku niesie ze sobą psychologiczny ciężar śmierci. Obecna na nim postać niespokojnie pociąga za krawat na szyi; zmęczenie wypisane na twarzy Freuda zostało dodatkowo wyeksponowane poprzez nieregularne, szalone pociągnięcia pędzla w tle.

VINCENT VAN GOGH, AUTOPORTRET (1889)

Jak wspomnieliśmy wcześniej, autoportrety należą do najlepiej rozpoznawanych prac van Gogha. Upodobanie do tego tematu miało jednak zupełnie przyziemny powód: ubogi malarz nie mógł pozwolić sobie na opłacanie modeli, dlatego doskonalił się w sztuce malarskiej odtwarzając własne odbicie w lustrze.

Podczas pobytu w Paryżu w latach 1886-1888 van Gogh namalował 25 autoportretów. Ostatni z nich, namalowany na rok przed odebraniem sobie życia, opisywał jako „zaniedbany i smutny… coś jakby twarz śmierci”. Choć dokładne okoliczności powstania dzieła nie są znane, artysta prawdopodobnie namalował Autoportret z okaleczonym uchem przebywając w psychiatrycznej klinice Saint-Remy, dokąd trafił udręczony psychozą i depresją. Widnieje na nim z charakterystycznym dla siebie powściągliwym, zdystansowanym wyrazem twarzy; patrzy na widzów z boku, tak jakby nie był w stanie odwrócić się całkiem do przodu. W jednym z napisanych przez siebie listów opisał Autoportret jako „próbę z czasu, gdy byłem chory”.

autor: Anna Pawlik

redaktor

Zostaw komentarz