Jak w Warszawie ratowano dzieła sztuki w okresie II Wojny Światowej?

Losy zgromadzonych w Warszawie dzieł sztuki w okresie II Wojny Światowej to jedno z najważniejszych zagadnień związanych z dziejami polskiej i europejskiej kultury. Przechowywane w stolicy i do niej tuż przed wojną zwiezione, bogate i bezcenne zbiory publiczne i prywatne w ciągu tych kilku lat były nie tylko rabowane, ale także ulegały całkowitemu unicestwieniu w wyniku prowadzonych tu działań militarnych lub akcji celowego niszczenia.

Już jesienią 1938 roku Polacy mający pod swoją pieczą dzieła sztuki zdawali sobie sprawę z bardzo dużego prawdopodobieństwa wybuchu wojny z Niemcami. Mimo to, jeszcze w pierwszej połowie 1939 roku nie wiedzieli, jakie działania podjąć w celu ochrony zbiorów, ponieważ władze nie wydały żadnych konkretnych dyspozycji. Zdaniem Stanisława Lorentza, ówczesnego dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie, powodem była „chęć niewywoływania nastrojów defetystycznych, a także […] brak wyobrażenia, jak może przebiegać wojna niemiecko-polska”.

Przygotowania prowadzono dyskretnie, tak, aby nie wywoływać niepokoju zwiedzających. Dyrektor Lorentz na tajnych konferencjach z kustoszami i konserwatorami ustalił zasady postępowania w sytuacjach wymagających szybkich decyzji oraz dwie generalne fazy zabezpieczania zbiorów. Postanowił też w razie zagrożenia zabezpieczyć skrzynie z muzealiami w wielkich podziemiach Muzeum Narodowego i nie wywozić ich z Warszawy.

Stanisław Lorentz, fot. Władysław Miernicki, źr. NAC

Pierwsza faza zabezpieczania polegała na niezauważalnym dla zwiedzających wycofaniu wyjątkowo cennych obiektów i zastąpieniu ich mniej cennymi lub zmianą aranżacji tak, aby nie było widać braków, np. przybyłe do muzeum na początku sierpnia 30 skrzyń z cennymi zabytkami sztuki egipskiej pochodzącymi z trzeciej kampanii wykopaliskowej z 1939 roku w Egipcie pozostawiono nierozpakowane.

24 sierpnia dyrektor Lorentz, niemal pewny już wybuchu wojny, po porozumieniu się z prezydentem Stefanem Starzyńskim wydał polecenie rozpoczęcia pakowania zbiorów w Muzeum Narodowym zgodnie z przygotowanym wcześniej planem.

Lorentz tak wspominał ten czas:

Teraz już prawie nie wychodziłem z Muzeum, wpadałem tylko na narady w ratuszu na Placu Teatralnym. […] Pakowane wspólnie dniami i nocami skrzynie znosiliśmy do podziemi, które adaptowaliśmy na schrony. Równocześnie zabezpieczaliśmy w miarę możności sam gmach, między innymi zasypując z zewnątrz ziemią wszystkie okienka z podziemi-schronów.

Zbiory numizmatyczne jako łatwo mogące ulec rozproszeniu i grabieży zostały spakowane do kilkunastu skrzyń i zabetonowane pod jedną z piwnic muzealnych. W tej tajnej akcji uczestniczyło kilku zaprzysiężonych pracowników muzeum. Prace techniczne wykonywali murarze przysłani przez zarząd miasta, których zaprowadzono na miejsce z zawiązanymi oczami. Równocześnie do Muzeum Narodowego przybywały depozyty innych warszawskich zbiorów.

Warto też zwrócić uwagę na warszawskie Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych mieszczące się przy pl. Małachowskiego, które miało znakomite zbiory malarstwa, rysunku, grafiki i rzeźby, przede wszystkim polskiej z XIX i XX wieku, liczące ponad 1000 pozycji. Posiadało ono też Bitwę pod Grunwaldem Jana Matejki – obraz zagrożony celowym zniszczeniem przez Niemców. Olbrzymie dzieło z pomocą przechodniów z trudem zostało zdjęte ze ściany i razem z Kazaniem Skargi nawinięte na drewniany wał o długości 4,5 metra, który z kolei włożono do drewnianej skrzyni wyłożonej wewnątrz azbestem. Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego miało zapewnić transport umożliwiający ewakuację tego długiego ładunku, czego ostatecznie nie zrobiło.

Bitwa pod Grunwaldem, obraz Jana Matejki z 1878r.

Na ewentualność wojny przygotowywali się też właściciele warszawskich zbiorów prywatnych. Jednym z najważniejszych takich zbiorów dostępnych publicznie było muzeum przy Bibliotece Ordynacji hr. Zamoyskich przy ulicy Senatorskiej 37 i w Pałacu Błękitnym, między innymi z galerią obrazów, zbrojownią liczącą około 400 pozycji, gabinetem numizmatycznym i bogatymi zbiorami rzemiosła artystycznego. Około 23 sierpnia Jan hr. Zamoyski odbył rozmowę z dyrektorem prof. Ludwikiem Kolankowskim i dr. Bohdanem Horodyskim z Biblioteki Ordynacji, prosząc ich o zabezpieczenie zbiorów biblioteki oraz muzeum. W tym celu ordynat przekazał im do dyspozycji obszerne i suche piwnice pod gmachem biblioteki i muzeum oraz pod Pałacem Błękitnym. Profesor Kolankowski nie zastosował się jednak do wskazówek hr. Zamoyskiego, wątpiąc, aby zbiory mogły być zagrożone. Przezorny ordynat zdążył natomiast ewakuować do swoich dóbr na Zamojszczyźnie kilka najcenniejszych obrazów obcych, w tym Madonnę z Dzieciątkiem Filippo Lippiego.

Znakomite na skalę europejską zbiory hr. Potockich z pałacu w Jabłonnie, obejmujące niemal wszystkie dziedziny sztuki, w tym malarstwo z galerii króla Stanisława Augusta i pamiątki po księciu Józefie Poniatowskim, zostały podzielone i przewiezione do pałacu hr. Raczyńskich przy Krakowskim Przedmieściu, do kamienicy Baryczkowskiej na Starym Mieście, a najcenniejsze do pałacu hr. Tyszkiewiczów przy ul. Matejki. Tylko mniej wartościowa część pozostała na miejscu.

Wbrew przewidywaniom i w odróżnieniu od Krakowa z góry przeznaczonego na główną siedzibę władz okupacyjnych, Warszawa we wrześniu 1939 roku była mocno ostrzeliwana i bombardowana, a przedłużająca się obrona miasta spowodowała nasilenie ataków.

Po 1 września 1939 roku w Muzeum Narodowym kontynuowano akcję zabezpieczania zbiorów. Naturalnie odbywała się ona w znacznie trudniejszych warunkach, podczas niemieckich nalotów. Duże obrazy były znoszone luzem. W miarę narastania bombardowań i ostrzeliwań oraz uszkodzeń gmachu muzeum znoszono do podziemi pozostałe muzealia w coraz większym pośpiechu. Niestety, nie zdążono znieść do piwnicy wszystkich zbiorów i tym samym uchronić ich przed częściowym zniszczeniem.

Akcja pruszkowska
Muzeum Narodowe w Warszawie, widok zewnętrzny; 1938; ze zbiorów NAC

Po radiowym apelu z 6 września płk. Romana Umiastowskiego o udanie się mężczyzn w wieku poborowym na wschód od Warszawy, dyrektor Lorentz zwołał zebranie swoich pracowników. Oświadczył im, że, podobnie jak prezydent Starzyński zostaje w Warszawie, uważając, że muzeum nie może zostać bez opieki. Większość pracowników muzealnych również postanowiła pozostać. Coraz częstsze pożary na dachach muzeum wywoływane przez bomby zapalające zrzucane przez Luftwaffe spowodowały konieczność pełnienia stałych dyżurów. Gaszenie pożarów było niebezpieczne, ponieważ do osób przebywających na dachach lotnicy strzelali z karabinów maszynowych. Równocześnie dyrektor starał się, aby przy muzeum nie stacjonowały żadne polskie oddziały wojskowe, które mogłyby ściągnąć na gmach dodatkowy ogień wroga. Muzealniczka Alina Sokołowska wspominała:

W owych trudnych czasach, kiedy wiele osób było o krok od załamania nerwowego lub psychicznego, dyrektor Lorentz stosował pracę jako terapię leczniczą i pilnował, żeby każdy był stale zajęty. Kiedy nie było pilniejszej roboty, zlecał utrzymanie porządku w muzeum i sam wraz z nami usuwał z sal zwały potłuczonego szkła.

Do muzeum nadal przybywały liczne cenne depozyty z całego kraju. 5 września, tuż przed bombardowaniem miasta, przyjechał do muzeum w trzymetrowej skrzyni obraz Zdjęcie z Krzyża Petera Paula Rubensa z kościoła świętego Mikołaja w Kaliszu.

Zbiory Muzeum Dawnej Warszawy na Starym Mieście we wrześniu 1939 roku ocalały głównie dzięki opiece kustosza i kilku jego współpracowników. Komisariat w czasie ratowniczych objazdów Warszawy przewiózł do Muzeum Narodowego zbiory z różnych miejsc, w tym z Zamku Królewskiego. Przetransportowano zbiory ceramiki po profesorze Karolu Tichym i wielki portret Napoleona na koniu pędzla Piotra Michałowskiego z gabinetu marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego w Generalnym Inspektoracie Sił Zbrojnych.

5 września w trakcie ewakuacji Kancelaria Cywilna Prezydenta Rzeczypospolitej wywiozła z Zamku Królewskiego niektóre cenne dzieła sztuki, to jest wspomniane płótna Jana Matejki, dwa arrasy z herbami Chaleckiego, 17 pudeł z zastawą stołową, a także słynny tzw. dywan wilanowski.

Według Stanisława Lorentza, dzieła te, tak jak inne przedmioty, pakowane były w chaosie, pośpiechu i w nieprawidłowy sposób, do tego stopnia, że wielkie płótna złożono kilkakrotnie. Nie powiadomiono też o tej akcji pracowników Dyrekcji Państwowych Zbiorów Sztuki na Zamku. Wywieziono także wycofane z Banku Gospodarstwa Krajowego regalia króla Stanisława Augusta oraz nieliczne najcenniejsze obiekty pochodzące z muzeum w Kórniku, Biblioteki Narodowej i Biblioteki Kapituły w Pelplinie. Ewakuowane z Zamku Królewskiego dzieła sztuki dotarły najpierw do Lublina, a następnie do rezydencji książąt Radziwiłłów w Ołyce na Wołyniu, gdzie zostały zdeponowane.

17 września Zamek Królewski został zbombardowany pociskami zapalającymi. Uległ wówczas zniszczeniu wielki plafon Marcella Bacciarellego w Sali Balowej z Jowiszem wyprowadzającym świat z chaosu. Tego dnia zginął, ugodzony odłamkiem pocisku, który uderzył w Wieżę Zegarową, kustosz Kazimierz Brokl ratujący zamkowe dzieła sztuki. Zabitych i rannych ratowników było w tym dniu więcej, a pożar całkowicie wygaszono dopiero 18 września. Pomagali im żołnierze, kolejarze, harcerze, młodzież z Przysposobienia Wojskowego oraz ochotnicy. W czasie tej wielkiej akcji gaszono pożary, pilnowano budynku i zabezpieczano jego wnętrza przed dalszymi zniszczeniami oraz, aż do momentu wkroczenia wojsk niemieckich do miasta, wywożono do podziemi Muzeum Narodowego najcenniejsze obiekty. Było wśród nich ponad 300 obrazów, w tym dzieła Canaletta i portrety królewskie Marcella Bacciarellego z Gabinetu Marmurowego, ponad 70 rzeźb, w tym autorstwa André Le Bruna i Jakuba Monaldiego, setki mebli (w tym tron królewski), tapiserii, zegarów, brązów i innych obiektów sztuki zdobniczej.

Ewakuowane zbiory zamkowe były celowo mieszane z innymi znajdującymi się w podziemiach Muzeum Narodowego. Stosowano też specjalny kamuflaż, jak w przypadku tronu króla Stanisława Augusta, który przykryto plandeką i zasypano gruzem, deskami i blachami.

Ostatecznie we wrześniu 1939 roku Zamek Królewski poniósł niewielkie straty w zakresie ruchomych dzieł sztuki. 8 września dr Jadwiga Przeworska zaalarmowała dyrektora Lorentza, że zbiory Łazienek nie mają dostatecznej opieki. Wysłana przez Lorentza w trybie pilnym ekipa pod kierunkiem Jana Morawińskiego zastała część eksponatów w otwartych skrzyniach, część rozrzuconych w salach, po czym przewiozła je wszystkie do Muzeum Narodowego. Z kolei wybuch bomby w budynku Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych zniszczył kilkadziesiąt obrazów, ale zanim to nastąpiło, zdążono 7 września ewakuować Bitwę pod Grunwaldem oraz Kazanie Skargi Jana Matejki. Półtna powieziono na z  trudem zdobytej długiej konnej platformie do Lublina. Tam 9 września powierzono dzieła profesorowi Władysławowi Woydzie, dzięki któremu nie trafiły później w  ręce intensywnie poszukującego Bitwy pod Grunwaldem gestapo, tylko przeleżały całą wojnę w ukryciu. Trzeci duży obraz Jana Matejki Konstytucja Trzeciego Maja został skutecznie ukryty przez pracowników w fasecie sali wystawowej budynku TZSP.

W zmyleniu śladów pomocna była także informacja podana przez radio londyńskie o dotarciu do Wielkiej Brytanii Bitwy pod Grunwaldem Jana Matejki. Pracownicy warszawskich muzeów, tak jak i innych placówek posiadających cenne zbiory, w tym bibliotek i archiwów, starali się za wszelką cenę chronić i ratować dobra kultury.

Niemcy zajęli Wilanów, gdy Warszawa jeszcze się broniła. Po 17 września w dramatycznym położeniu znalazły się zabudowania biblioteki i muzeum Ordynacji hr. Zamoyskich z niezabezpieczonymi zbiorami. Po 23 września budynki te zostały zbombardowane, a wkoło wybuchły pożary. Bibliotekę ratowali jej pracownicy z prof. Kolankowskim na czele, polewając resztkami wody i posypując piaskiem. Spłonął wtedy doszczętnie Pałac Błękitny z bezcennym wyposażeniem i zbiorami. We wrześniu 1939 roku spaliły się też zbiory hr. Raczyńskich w ich pałacu przy ulicy Krakowskie Przedmieście 5, zbiory Biblioteki Ordynacji hr. Przeździeckich, część galerii i skarbca Muzeum i Biblioteki Ordynacji hr. Krasińskich, pałac hr. Ostrowskich przy ulicy Miodowej.

Według Stanisława Lorentza czas pokazał, że „ani muzea, ani biblioteki i archiwa nie były odpowiednio przygotowane na wypadek wybuchu wojny, co niestety bardzo źle wpłynęło na rozmiary strat w czasie oblężenia Warszawy we wrześniu 1939 roku”’

Pracownicy mennicy państwowej z narażeniem życia uratowali najcenniejsze medale polskie oraz wszystkie złote monety historyczne, gdy Józef Mühlmann wywoził osiem skrzyń ze zbiorami mennicy. Podczas przerwy obiadowej zorganizowanej dla komisji niemieckiej kustosz muzeum mennicy Władysław Terlecki z Mieczysławą Kiesewetter zerwali plomby ze skrzyni z najcenniejszymi zbiorami, wyjęli i ukryli zawartość liczącą 2500 sztuk, a na jej miejsce włożyli mniej wartościowe obiekty. Nowe plomby zdążyli założyć tuż przed powrotem Niemców z obiadu. Miejsce ukrycia 50 paczek z uratowanymi zbiorami zmieniano kilkukrotnie, aż do 1941 roku, kiedy zbiory zakopano na warszawskiej Pradze – po wojnie trafiły do Muzeum Narodowego.

Wilanów, na prośbę skierowaną do Lorentza przez Beatę hr. Branicką, od 1941 roku miał zapewnioną „cichą opiekę” Muzeum Narodowego, a nieoficjalnym kustoszem pałacu i jego zbiorów został Jan Morawiński. Udało się między innymi zapobiec planom urządzenia w pałacu kasyna wojskowego. Anna z hr. Branickich Wolska wspominała, że jej „Matka naprawdę dokonywała cudów, żeby chronić muzeum, chronić pałac…”. Z pozostałych zbiorów Niemcy zarekwirowali i wywieźli 19 skrzyń. Już w końcu 1939 roku były minister przemysłu i handlu Antoni Olszewski rozpoczął organizowanie konspiracyjnej Komisji Rewindykacyjnej rejestrującej polskie straty wojenne w różnych dziedzinach, w ramach której powstał Dział Kultury pod kierunkiem Stanisława Lorentza. Lorentz kierował tym działem, podporządkowanym od 1940 roku wraz z całą Komisją Delegaturze Rządu na Kraj, do 1944 roku. Oprócz szczegółowej rejestracji utraconych dóbr kultury, okoliczności i  sprawców, starano się też w  miarę możliwości ustalać miejsca wywozu obiektów, które nie zostały zniszczone. W tym wypadku nieoceniona była pomoc pracowników transportu, w tym kolejarzy. Zmikrofilmowane raporty trafiały do władz. Zwieńczeniem pracy biura była publikacja książki Straty kultury polskiej. Katalog strat kultury polskiej pod okupacją niemiecką 1939–1944, wydanej w 1944 roku pod redakcją Karola Estreichera. Na przełomie 1942 i 1943 roku Estreicher wygłosił w Stanach Zjednoczonych referaty oraz rozesłał memoriał przedstawiający zniszczenia i grabieże polskich dzieł sztuki przez Niemców oraz proponował nowy sposób rewindykacji dóbr kultury. Dzięki temu wkrótce prezydent Roosevelt powołał specjalną komisję do spraw rewindykacji. W 1944 roku Estreicher współuczestniczył w powołaniu międzynarodowej tzw. Komisji Vauchera do spraw restytucji dzieł sztuki po klęsce Niemiec.

Zobaczcie także czym była akcja pruszkowska!

Zostaw komentarz