Niezależność i bystrość rozumu, czyli o Polskiej Szkole Plakatu

Martin Scorsese pisał na łamach “Guardiana” o swojej pasji do polskiego kina i uznaniu dla twórców plakatów, którzy umieli zawrzeć w swoich pracach pełną syntezę filmów. Jak narodził się fenomen Polskiej Szkoły Plakatu i co przesądza o jej wyjątkowości?

Korzenie Polskiej Szkoły Plakatu

Choć nazwa zjawiska odnosi się stricte do okresu powojennego, historycy sztuki dopatrują się jego zapowiedzi nieco wcześniej. Badania wskazują na twórczość międzywojennych artystów w ramach nurtu Styl 1925, a także na plakat do sztuki teatralnej Maeterlincka “Wnętrze”, wykonany w 1899 r. przez Stanisława Wyspiańskiego. Plakat dostarczał widzom niezbędnych informacji na temat spektaklu, ale nie tylko: zawarta w nim metaforyka i ładunek emocjonalny kierowały go bardziej w stronę dzieła artystycznego, niż grafiki użytkowej. Podobny charakter miała także twórczość Polskiej Szkoły Plakatu.

„Wnętrze” Maurycego Maeterlincka, Stanisław Wyspiański

Plakacista – twórca czy rzemieślnik?

Idea samego zjawiska narodziła się tuż po zakończeniu II wojny światowej; jak mówi anegdota, wszystko zaczęło się w kawiarni przy Piotrkowskiej 94 w Łodzi – tradycyjnym miejscu spotkań miejskiej bohemy artystycznej. Przy stoliku spotkali się Eryk Lipiński i Henryk Tomaszewski. Pierwszy z nich rzucił lekko: “Mam fajny pomysł – zacznijmy robić plakaty filmowe”.

Propozycja wzbudziła wątpliwości jego towarzysza. Tomaszewski zastanawiał się, czy to na pewno zajęcie godne artysty? Wtedy jeszcze nie wiedział, że w kolejnych latach wraz z Józefem Mroszczakiem zostanie uznany ojcem Polskiej Szkoły Plakatu i wykształci kilka kolejnych pokoleń plakacistów.

Idzie nowe

Ile w powyższej anegdocie prawdy – nie wiemy; jednak faktem jest, że obaj jej uczestnicy w 1947 r. zaczęli współpracę z Filmem Polskim w ramach tworzenia plakatów do polskich i zagranicznych filmów. Trafna prezentacja treści i przekazu filmów, inteligentne niedopowiedzenia, aluzje i symbolika, żartobliwość i artystyczny vibe – wszystko to ogromnie podobało się publiczności i szybko znajdowało naśladowców. 

Prym wśród nich wiedli studenci Henryka Tomaszewskiego, który przez kilkadziesiąt lat wykładał na uczelniach artystycznych. W 1948 r. Tomaszewski zgarnął także 5 głównych nagród na Biennale Plakatu w Wenecji, co ostatecznie ugruntowało rangę zjawiska i sprawiło, że o Polskiej Szkole Plakatu zaczęło się mówić na całym świecie.

Jedyni w swoim rodzaju

Tym, co ujęło zagranicznych krytyków i miłośników sztuki, było nowatorskie spojrzenie na funkcję plakatu i zdefiniowanie jej na nowo. W odróżnieniu od kultury zachodnioeuropejskiej, polskie plakaty wykraczały poza ramy swojej domyślnej funkcji utylitarnej. Były czymś więcej, niż przedmiotami użytkowymi o jasno określonej wymowie i estetyce podyktowanej przez zleceniodawcę – były środkiem artystycznego wyrazu.

Myśmy pracowali w zupełnej swobodzie artystycznej, mogły powstawać plakaty, jakie nie istniały w żadnym kraju w Europie” – mówił Jan Lenica, autor kultowego plakatu do opery Albana Berga “Wozzeck” z 1964 r. i laureat pierwszej światowej edycji Międzynarodowego Biennale Plakatu.

Albana Berga “Wozzeck”, Jan Lenica

Twórcy korzystali z tej swobody w nieskrępowany sposób – reguły formalne Polskiej Szkoły Plakatu nie istniały; każdy artysta tworzył we właściwym sobie stylu. Plakaciści nie bali się zdecydowanych kształtów ani jaskrawych kolorów, kreatywnie wykorzystywali różnorodne techniki i elementy graficzne – kolaż, komiks, druk funkcjonalny, typografia; tekst był zresztą integralną częścią plakatu, a liternictwo miało duże znaczenie dla jego ogólnej wymowy.

Mniej znaczy więcej

W tym na pozór szalonym koktajlu kolorów, form i motywów dało się jednak wyłuskać pewną metodę – David Crowley określał ją jako “niezależność i bystrość rozumu”. skrótowość, dążenie do wydobycia esencji przekazu za pomocą metafor, symboli, gry skojarzeń czy aluzji. Wszystko po to, by dokładnie przekazać szerszy komunikat w możliwie najbardziej oszczędnej formie.

Mechanizm ten widać dobrze w opisie ćwiczenia, które Tomaszewski przeprowadzał na swoich zajęciach: “Podaję temat, z którego student drogą analizy powinien odrzucić co zbędne, aby dojść do skrótu – znaku. (…) Przyzwyczajam ich do rezygnacji z orzeczeń, przymiotników i wszelkich pięknych, a najczęściej zbędnych ozdobników. (…) Wszystko idzie od OKA. Ono musi być wykształcone, niepodległe – abstrakcyjne.”

Ulica – żywa galeria

Oddajmy ponownie głos Henrykowi Tomaszewskiemu: “Plakat musi być jak dziwka – wychodzisz na ulicę i widzisz”. Równie dosadne, co trafne porównanie wyjaśnia upodobania polskich plakacistów do intensywnych kolorów, kontrastów, przeskalowanych form i ostrych linii – jednym słowem wszystkiego, co przyciąga wzrok i oddziałuje na emocje widza. 

Rozwieszane w przestrzeni publicznej plakaty artystyczne – kreatywne, różniące się od siebie, tętniące życiem i energią – w czasach PRL stanowiły także jedną z nielicznych gustownych dekoracji. Na tle monotonnego miejskiego pejzażu, zalanego betonową szarością i grubo ciosanymi gmachami, afisze lśniły niczym kolorowe kwiaty i cieszyły oko przechodniów.

Świadczy o tym choćby historia wspomnianego plakatu Lenicy “Wozzek”: jego kopie, rozwieszane na stołecznych ulicach, niemal każdej nocy tajemniczo znikały z murów i tablic. Początkowo podejrzewano o to reżimowych cenzorów. Okazało się jednak, że zrywali je sami warszawianie; plakaty służyły im jako dekoracja prywatnych mieszkań.

Oczko do publiczności

Wszechobecna PRL-owska cenzura również odbiła swoje piętno na działalności Polskiej Szkoły Plakatu. Bogata metaforyka i aluzyjność plakatów czyniły z nich idealne narzędzia do jej omijania. Artyści, bezpiecznie schowani pod płaszczykiem grafiki użytkowej, przemycali w swoich pracach komentarze do współczesnej rzeczywistości. Plakaty stawały się nośnikiem dialogu z widzami; między obiema stronami budował się wspólny język komunikacji, znany “wtajemniczonym”, niedostępny dla stojących po przeciwnej stronie.

Sukces i zmiana warty

Rozkwit Polskiej Szkoły Plakatu przypadł na lata 50. i 60. XX wieku. Artyści projektowali nie tylko plakaty filmowe, ale i operowe czy teatralne; cykl realizacji dla Opery Warszawskiej znamy do dziś pod nazwą “złota seria”. Wśród twórców z tamtego okresu znajdują się najwybitniejsi polscy współcześni artyści: Wojciech Fangor, Jan Młodożeniec, Franciszek Starowieyski, Waldemar Świerzy. Zjawisko doczekało się także uznania polskich władz, które w 1968 r. dały zielone światło na utworzenie pierwszego muzeum plakatu na świecie; galeria na terenie zespołu pałacowego w Wilanowie prezentuje spuściznę Polskiej Szkoły Plakatu do dziś.

W kolejnych dekadach do “weteranów” polskiego plakatu dołączali kolejni artyści, nie mniej utalentowani i – jak okazało się później – nie mniej zasłużeni dla rodzimej kultury; wystarczy wymienić spośród nich takie nazwiska, jak Stasys Eidrigevičius, Andrzej Pągowski, Rafał Olbiński czy Lech Majewski.

Wojciech Fangor

Uczniowie śladami mistrzów

Tradycje Polskiej Szkoły Plakatu widoczne są także w twórczości obecnych młodych artystów, urodzonych i wychowanych po zmianie już po zmianie ustroju. Materiały marketingowe wyparły dziś artystyczne plakaty filmowe – nowe pokolenie plakacistów koncentruje się na teatrze, operze i niszowych wydarzeniach kulturalnych. Brak ograniczeń związanych z cenzurą umożliwia także odważne podejmowanie tematów społecznych i politycznych, a niektóre realizacje tej koncepcji – np. ikoniczny już plakat Luki Rayskiego “Konstytucja” – zdążyły na stałe zapisać się w ogólnej świadomości.

Luki Rayski

autor: Anna Pawlik

redaktor

Zostaw komentarz

1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
trackback
10 ciekawostek z życia i twórczości Wojciecha Fangora - KuKulturze.pl

[…] do francusko-włoskiego filmu Mury Malapagi (1952), uznawana jest za pierwszą realizację tzw. Polskiej Szkoły Plakatu – jednego z najważniejszych zjawisk artystycznych krajowej sztuki […]