Giacometti – głodujący milioner

Śledząc współczesne aukcje dzieł sztuki, aż trudno uwierzyć, że Giacometti krytycznie oceniał swoją twórczość i odżegnywał się od komercyjnego sukcesu, spędzając całe dnie w małej, obskurnej pracowni w poszukiwaniu idealnego źródła ekspresji.

Alberto Giacometti należy do absolutnej czołówki współczesnych rzeźbiarzy, a jego prace na aukcjach sztuki osiągają najwyższe ceny. Za życia artysta nie miał jednak wygórowanych potrzeb, ani nie cenił sobie zbytnio sztuki (nie tylko własnej!). Jego kontrowersyjna opinia o sztuce (“z płonącego budynku najpierw uratowałbym kota, a później obraz Rembrandta”) weszła nawet na stałe do popkultury za sprawą kultowego filmu Claude’a Leloucha  “Kobieta i mężczyzna”. Giacometti był chimerycznym neurotykiem, który uważał się za niekompetentnego i często w przypływie niemocy twórczej niszczył swoje dzieła. Skromna, niespełna 24 m² pracownia z betonową podłogą i surowymi ścianami stała się całym jego światem, aż do śmierci w 1966r. Autor jego nekrologu w Newsweeku opisał go jako “milionera, który wolał żyć jak głodujący artysta”.

CZYM SKORUPKA ZA MŁODU NASIĄKNIE

Giacometti pochodził z dość dobrze sytuowanej rodziny, która obracała się w kręgu kulturalnej elity Szwajcarii. Ojciec, sam będąc malarzem, wspierał artystyczny rozwój pierworodnego syna. W swojej pracowni malarskiej stworzył nawet specjalny kącik dla dzieci i zachęcał chłopca do pierwszych kreatywnych prób. Alberto chłonął kulturalną atmosferę rodzinnego domu. Przysłuchiwał się twórczym dysputom ojca z przyjaciółmi i godzinami przeglądał jego bogatą biblioteczkę. Dużo rysował, najpierw kopiując znane dzieła, a później realizując własne wizje. Często pozowało mu młodsze rodzeństwo. Dość wcześnie wykonał swoją pierwszą rzeźbę, plastelinowe popiersie brata. Nigdy nie miał wątpliwości, że zostanie artystą. U progu dorosłości wyruszył w młodzieńczą podróż po Włoszech. Zwiedzając muzea z wielkim entuzjazmem odkrywał kultury archaiczne i starożytną sztukę egipską, a jego wczesne fascynacje miały duży wpływ na jego późniejszą twórczość.

Za namową ojca wyjechał na studia na Académie de la Grande Chaumière do Paryża. W czasie pierwszego roku pobytu we Francji stworzył “Głowę matki”, uznawaną za jego pierwszą profesjonalną rzeźbę. Na uczelni trafił pod skrzydła Antoine’a Bourdelle’a. Śmiałym głoszeniem swoich poglądów Giacometti zdobył aprobatę profesora. Dzięki  protekcji Bourdelle’a szybko zaczął wystawiać swoje dzieła – na początku podczas imprezy Salon des Tuileries. W tym czasie działał na dwóch płaszczyznach. Dla galerii realizował klasyczne prace z jasnym przekazem, zaś dla siebie – takie, w których mógł puścić wodze fantazji.

ZŁOTE DZIECKO SURREALIZMU

Jego nazwisko zaczęło się robić popularne wśród marszandów i kolekcjonerów sztuki. Wszedł w świat paryskiej bohemy, a szef prestiżowej Galerie Pierre, zaproponował regularny kontrakt na wystawianie nowych prac. Alberto poszukiwał wówczas odpowiedniej formy ekspresji dla swoich stanów wewnętrznych, co automatycznie zbliżyło go do surrealizmu. Jego poetyckie, nieoczywiste prace zachwycały André Bretona i Salvadora Dalego. W wieku 31 lat miał autorski wernisaż w Galerie Pierre. Jego pierwszą indywidualną wystawę odwiedzili ówcześni celebryci wyznaczający kulturalne trendy (m.in. Picasso). Wielu znanych i cenionych stało się jego przyjaciółmi, których chętnie i często portretował. Sława surrealisty nie dawała artyście satysfakcji. Czuł niedosyt, napięcie i narastającą niechęć w stosunku do kierunku artystycznego, którym podążał. Zaczął wracać myślami do sztuki figuratywnej. Jednym z ostatnich dzieł tego okresu jest wieloznaczna (choć zbliżająca go do korzeni) rzeźba “Ręce trzymające pustkę”/“Przedmiot niewidzialny”, którą każdy widz może wypełnić własną symboliką, zależną od indywidualnych przeżyć i doświadczeń. 

Zawieszona kula

W POSZUKIWANIU IDEAŁU

Po rozstaniu z surrealistami, Giacometti skoncentrował się na pracy z modelem i jak najlepszym przedstawieniu tego, co sam widzi. Nie tyle zależało mu na kopiowaniu rzeczywistości, co na wiernym odwzorowaniu własnej wizji rzeczywistości. Niemal obsesyjnie studiował ludzką głowę. Fragmenty twarzy (zwłaszcza oczy) uznał za prawdziwy dowód życia. Sylwetkę traktował jako zewnętrzną skorupę, bez większej wartości artystycznej. Wypadek skłonił go do refleksji nad ciężarem i ruchem, zaś przypadkowa chwila rozstania z przyjaciółką Isabel Lambert zwróciła jego uwagę na istotną rolę perspektywy w sztuce. Odtąd zaczął zmniejszać swoje rzeźby w przekonaniu, iż nawet odległe pole widzenia nie narusza tożsamości modelu. Isabel widziana w odległości wciąż była tą samą Isabel, którą znał. W okresie wojny rzeźbił figurki, które mieściły się w pudełkach zapałek. Miniaturowe prace często umieszczał na nieproporcjonalnie dużych cokołach.

Małe popiersie na podwójnej podstawie

MARIAŻ Z EGZYSTENCJALIZMEM

Choć nikt nie wyrażał zrozumienia dla mikroskopijnych prac, Alberto był przekonany, że zrobił krok w dobrą stronę. Wracając po wojnie do Paryża czuł przypływ pozytywnej energii i zaczął nowy artystyczny etap. Przełomowy, bo zbliżający go do – poszukiwanego od lat – artystycznego ideału. Niedawna zabawa perspektywą wpłynęła na jego postrzeganie ludzkich postaci i zainspirowała go do wysmuklenia rzeźb. Kolejne lata to najpłodniejszy okres w całej twórczości. W oparciu o zaktualizowaną filozofię pozbawił postaci objętości i masy, skupiając się tylko na jednym wymiarze – wysokości. Rzeźby nabrały nowej, chropowatej faktury z widocznymi odciskami palców artysty. Powstałe wówczas dzieła stały się jego znakiem rozpoznawczym. Nowatorskie prace Jean-Paul Sartre nazwał symbolem egzystencjalnej rozpaczy. W rozmowach z przyjaciółmi sam autor podkreślał relację między nowym kinetyzmem a nieodłączną częścią ludzkiego bytu – samotnością. Akademicy zauważają jednak, że patykowate figury mają pewną dynamikę, która nie pozwala doszukiwać się w nich tylko niepokoju i beznadziei. Wysokość odzwierciedla bowiem nowy, duchowy wymiar, dodający życiowej energii i niezależny od przemijającej materii.

Idący mężczyzna

PIERWSZY MILION

Wizja rzeźbiarza spotkała się z aprobatą publiczności. W 1948 r. Pierre Matisse zorganizował mu wystawę w Nowym Jorku, życzliwie przyjętą przez krytyków. Jej katalog otwierał esej Sartre’a. To wydarzenie zapoczątkowało światową karierę Giacomettiego i serię artystycznych sukcesów. O jego dzieła zaczęły zabiegać wszystkie szanujące się galerie sztuki współczesnej. W 1956 r. artysta został poproszony o zaprojektowanie rzeźb do przestrzeni publicznej przed Chase Manhattan Bank. Z zapałem oddał się pracy, lecz jego propozycje figur (choć największe z wszystkich jego prac) okazały się zbyt małe, by wtopić się w krajobraz Manhattanu. Porzucił projekt, nie doszedłszy do konsensusu między wymaganiami zleceniodawcy co do proporcji, a własnym wyobrażeniem. W 1961 r. otrzymał pierwszy czek na kwotę milion franków. Był hojny wobec innych, ale sam nie korzystał z przywilejów, jakie dawały pieniądze. Trzymał je pod łóżkiem w tym samym malutkim atelier, w którym rozpoczynał swoją artystyczną przygodę. 

BONUS

Czy wiedzieliście, że rzeźba Idący człowiek znajduje się na stufrankowym banknocie? 😉

autor: Alina Ożarowska-Cyganek

redaktor

Zostaw komentarz